Kochani, jestem.
Ja Was wszystkich bardzo kurwa przepraszam.
Nie wiem czemu wróciłam. Chyba rad Waszych mi trzeba, Was. Może po prostu się odważyłam w końcu powiedzieć...
Tak, ten blog był taki troszkę skryty,,, Odnośnie J. tylko niewiele się domyśliło o co chodzi.
Ale teraz wracam nieskryta i pewnie wielu z Was już nie spotkam tutaj, boję się też odhasłować...
A tak do rzeczy, piszę do Was z Kazachtanu (Astana). Wysłali mnie na tzw. work shadowing. Byłam 2 tyg. w Moskwie, dzisiaj przyleiciałam tutaj... W czwartek lecę do Londynu. Bo tam na mnie czeka B. Moja B. Moja dziewczyna. A o tym już chcę opowiedzieć osobno.
Chcę otworzyć nowego bloga, ale pytam się Was co o tym sądzicie?? Zostać tutaj, zahasłowana?? (Nie, nie mogę go odhasłować, chyba, że się da tak, żeby ludzie starych postów nie widzieli...). Czy zacząć od nowa, tak jak od nowa się moje życie zaczęło ponad pół roku temu? I dać Wam linka? Zostawiam to dla Was.
Kocham Was i dziękuję wszystkim, którzy tu zachodzili podczas mojej nieobecności.
Przepraszam, przepraszam....
Wybaczcie, kochani, ale po prostu nastroju na pisanie nie było. Za dużo wszystkiego się działo.Szybciutki UPDATE bumrukowego zycia...
Dalej w Shellu, dalej w Krakowie... Przedłużyli mi umowę na czas nieokreślony, dostałam podwyżkę. Szkolenia się skończyły i zaczęłam prawdziwą pracę, której wpizdu. Praca zajebista, nie narzekam. Mieliśmy dwa wyjazdy jakoby „służbowe”, tzw. Days Away. Raz byliśmy dwa dnu nad jeziorem żywieckim, raz na zamku w Ogrodzieńcu. Kupę zabawy, karaoke, kręcenie niemych filmów o Bondzie, imprezy lat 80. dużo by opowiadać... Wkleję zdjęcie kiedyś, ewentualnie na facebooku możecie sobie zerknąć (ale bez konta chyba nie wejdziecie). Poza tym co tydzień coś się dzieje. To rowerowe wypady do zoo, cosobotnie imprezy w Kryjówce na Sławkowskiej, żagle na Jeziorku Rożnowskim... W tą sobotę jedziemy do Tatralandii na Słowację na cały dzień. A co, Shell connecting people. I płaci za wszystko, co najważniejsze :D
Z Antkiem co było, minęło, skończyło się z wielkim hukiem, ale zbyt długo po nim nie popłakałam. No fajnie się pobawiliśmy i nie żałuję :D Teraz się przyjaźnimy i cholernie dobrze rozumiemy. I tak miało być. Chociaż powiem Wam, że sposób, w jaki to się posrało był bynajmniej nieprzyjemny... Ech, faceci. Natomiast teraz tylko same dobre momenty z tym oto panem miewam. Gotujemy sobie razem, pieczemy ciasteczka, uczymy włoskiego i grać na gitarze (tzn. ja jego gitary, on mnie włoskiego).
Z J.? Z J. Do przodu. Ruszyło się niedawno temu. W piątek jestem zaproszona do niej na szabat a wczoraj właśnie zaczęłam dzierżawić od niej konia. Taaaak. KONIA. Aramis się zowie. J. Ma konia, dla którego niestety nie ma czasu, więc zaproponowała mi dzierżawę tegoż oto wałaszka. Żeby było taniej i milej, współdzierżawię konika z Elusią z pracy. Wczoraj pierwszy raz na nim śmigałyśmy. Jest ogromny, usłuchany, PIĘKNY, spokojny, sympatyczny. Będą zdjęcia, będą. Toż to mój najbliższy przyjaciel teraz będzie J
Mój małżonek (taaaa, jeszcze....) jest właśnie w drodze do mnie. Zapalniczkę chce ode mnie wziąć... Tak, zapakurwalniczkę. A jeszcze ma mi przywieźć moje rzecz (po kiego ciula, ja się pytam???) i powiedzieć do widzenia. Ponieważ ja się go troszkę boję, to chyba na spotkanie wezmę z sobą Saszkę. A nuż mnie gdzieś tam zbije czy jeszcze co... Mąż w końcu, a ja żona sercem od grudnia niewierna. Albo iaczej – wierna komuś innemu. Ech, niech się to już skończy.
Koszeruję w tym tygodniu kuchnię. Mezuza już wisi, przydałoby się więc skończyć z niekoszernymi gojowskimi garnkami i kabanosami w lodówce. W tym tygodniu albo w przyszłym. Dziewczyny z synagogi mi pomogą.
Pippa żyje, ma się dobrze.
Z Saszką wybieramy się na naukę norweskiego. Wkrótce.
Całuję Was wy moje bloguraski kochane! Jutro nadrobię z Waszymi notkami, jak czasu w pracy wystarczy. Kompa się nie dorobiłam. I na razie nie na tym mi zależy. Nie ma czasu na kompa!!!!
PS. Zdjęcia w galerii :)
Uwielbiam to co sie teraz dzieje. W skrocie Wam opowiem zeszly tydzien, poczawszy od piatku 16 maja :)
16 maja - po pracy poszlam z Sasza na impreze Salsowa, oczywiscie organizowana przez Shell people... Jakis hiszpanski team postanowil sie pobawic, to my razem z nimi, a jak...
17 maja - pojechalam do rodzicow, zawiozlam pranie, wzielam czyste, zjadlam, wrocilam do Krakowa. Wieczorem zrobilismy sobie z Sasza rundke po barach, Zielu do nas dolaczyl, skonczylismy o 7 rano u mnie w domu.
18 maja - sniadanko z Antkiem na placu nowym, potem spotkalismy sie na piwku z Sasza i jakimis jego znajomymi z Norwegii,Stanow i Francji. Ech, integracja miedzynarodowa trwa...
19 maja - koncert White rabbits, czy jakos tak w Pod Jaszczurami. Ja i Saszka. Potem w drodze do domu poznalam jakichs Francuzow i poszlismy na reagge party...
20 maja - Mamusia do mnie przyjechala i zrobila z mojego meliniarskiego studenckiego mieszkania ladny domek. Dziekuje Mamusi! Wieczorem poszlismy z Antonym na 'Sen Kassandry' do kina - do Sztuki. Film polecam, jesli lubicie Woody Allena. Ja owszem :) To nic, ze akurat jak padaly ostatnie zdania i wszystko sie wyjasnialo, my rozmawialismy o tym, ze Colin Farrel sie przespal z wszystkimi Spicetkami, oprocz Victorii, wiec jesli ktos z Was ogladal - blagam, powiedzcie jakie bylo ostatnie zdanie w filmie... Ok, ostatnie trzy??? :)
21 maja - Mamusia ode mnie pojechala, a my z Sasza i Antkiem ogladalismy mecz Manchester United : Chelsea London. Niestety, dla mojego londynskiego Antka, mecz nieudany... :( Po meczu poszlismy do Enzo na jakies disko, okazalo sie, ze ktos urzadza osiemnastke. Wkrecilismy sie, a jakze :D O boze, zapomnialam juz jak to jest na osiemnastkach!
22 maja - obchod po kosciolach wokol Antony'ego domu. Najpierw kosciol sw. Katarzyny, potem Stanislawa. Weszlismy do jakiejs kaplicy za 2,50 nieplacac 2,50, porobilismy sobie zajebiste zdjecia z grobami Wielkich ludzi, zapalilam swieczke za1 zl nie placac1 zl na grobie Szymanowskiego. Mysle, ze mu wszystko jedno, ze ja spizdzilam. Licza sie intencje. Wieczorkiem gotowalismy z Antkiem spaghetti, zaprosilismy Saszke, zjedlismy jak prawie kulturalni ludzie - tzn. na talerzach nieplastikowych i nie przy browcu tylko winie...
A teraz siedze u Antka na necie, on poszedl dzis do pracy, ja mam wolne, robie pranie, wlaczylam zmyware, fajnie tu u niego... Jak wychodzil to mi rzucil - 'ok, I'm going to earn some money,honey, you stay home and chill out' :D KURWA :)))))
A wieczorkiem jedziemy razem do mnie do domu, do J-na, stamtad moj Papi nas odwozi do Ani i Piotrka i jutro o 5 rano spierdzielamy samochodzikiem na weekend do Pragi!
Moj dziennik pokladowy pragne zakonczyc taka oto puenta - nigdy wiecej meza. To nie moj pomysl na zycie, chyba. :)
A co u Was? :)
Zdjecia z wczoraj:
Nie zwracajcie uwagi na to, ze mam zimowy plaszcz i gole nogi. Tak jakos w nocy wyszlo :)
Cześć, przepraszam Was wszystkich, że mnie nie było tak długo, ani u siebie, ani u Was. Wciąż nie mam kompa u siebie w mieszkaniu, w pracy mamy zajob i nie wystarcza czasu na blogowanie... Poza tym ostatnio tyle się dzieje, że nawet ochota na surfowanie przeszła :)
Mieszkam sobie ślicznie, pięknie. Mezuza party mam za sobą. Byli prawie wszyscy Żydzi, w tym nasz kochany rabin, który pomógł mi przykleic mezuzę do futryny. Cały czas czekam na zdjęcia, które robiła koleżanka, jak tylko dostanę, to sobie pooglądacie.
Pytacie o męża? Przegrana sprawa. Napisałam mu, że chcę rozwodu. Zaczął mnie prosić o szansę, przepraszać za wszystko, za to, że go nie było jak straciłam dziecko, za to, że nie dawał mi kwiatów, za to, że nie okazywał mi miłości. Za to, że nie przyjechał wtedy, kiedy powinien. Jak to usłyszałam w poniedziałek rano, dostałam takiej trzęsawicy w pracy, że mnie Antony zaprowadził do lekarza... No i poszłam do domu, dostałam jakieś uspakajające tabletki, po których spałam jak zabita... Beznadzieja... Nie wiem co z nim kurwa począć. Jestem słaba i nienawidzę sprawiać komuś przykrości. Nie chcę, żeby cierpiał, ale nie mogę zostać z nim z litości :(
Widuję się z J. Jest blisko, tak, jak obiecywała. Jest dobrze. Jest lepiej niż kiedykolwiek. Co prawda jej problemy nie zniknęły, bynajmniej, ale umie o nich mówić i jakoś dajemy razem radę.
A poza tym mam coś, czego jeszcze nie umiem zdefiniować z Antonym - trenerem z Londynu. Przyjaźnimy się. Uczymy się razem włoskiego. Poznał moich żydów, wszyscy są w nim zakochani. Za tydzień jedziemy razem do Pragi. A co będzie dalej? Nie wiem. Antek zostaje w Polsce do października więc nie zaczynamy nic konkretnego. CASUAL DATING :) Miło nam razem i fajnie spędzamy czas.
Dzisiaj idę na salsę z Saszką. Saszka musi być gejem. Coraz bardziej się w tym upewniam. Ma różowe ściany, macha rączką, kręci pupą, farbuje włosy, wiesza mi firanki i zostaje na noc u kolegi. :D Uwielbiam go. Chociaż jedno marzenie mi się spełniło - mieć przyjaciela geja...
No i SZABAT SZALOM everybody!!! Kończę pracę o 17, jadę na rozmowę z rabinem, bo o czymś chciał popiździeć, potem najprawdopodobniej na kolację szabatową i chyba na tą salsę z Saszką... Odezwę się w poniedziałem. A tymczasem - do pracy rodacy! Shell wzywa. Antony wysłał test. Trza rozwiązać.
PS. Mam już rozwiązany test od koleżanki, więc się mogę pobyczyć :) Antony siedzi za mną i patrzy co robię, ale ciul tam... Jakby co, to takam szybka, że w mig rozwiązałam 50 kurna zadań :D A tymczasem zdjęcia z wizyty ksiecia Karola w Krakowie:
Ja i Marta z "Kapeluszami" (Chasydami) z Ameryki:

Prince Charles w całej okazałości:
Uwielbiam to zdjęcie :) Nie wiedziałyśmy, ze Karol za nami stoi :)
Kapela żydowska:
Pewnie dlatego, że wszyscy wyjeżdżają, mają plany, a ja zostaję w Krakowie. Sama :( J. pojechała z dziećmi gdzieś na wieś. Antek jutro jedzie do dziadków do Włoch. Lorraine chociaż miała zostać i czekać na przyjazd rodzinki z Londynu, pojechała sama. Oni do niej przyjadą dopiero pod koniec maja... Saszka właśnie wyjechał do Lwowa. Dani pojechała do Warszawy. A ja kurwa kisnę w pracy. Dziś wychodzę dopiero po 19, bo muszę odpracować wczorajszego księcia Karola, na którego się musiałam 4 godzinki zwolnić...
Fajnie było, chociaż kolacją tego nazwać nie można. Był jakiś mini poczęstunek w ogrodzie synagogi, była dyskusja z księciem i księżną (która mi się nawiasem mówiąc BARDZO spodobała. Nie poznałam Diany, ale Kamilla jest swojska babka). Kolacja miała miejsce, owszem, ale dla wybranej elity. Od nas z gminy poszła tylko Dani, która jest przewodniczącą.
Nie pozwoliłam K. przyjechać do mnie do Krakowa. Gryzłam się jeszcze czy by nie pojechać spotkać się z nim we Lwowie. Ale nie. Nie chcę go widzieć. Najlepiej jakby się to wszystko rozwiązało bez żadnego mojego uczestnictwa... Ech...
Wszyscy, których chciałabym mieć obok siebie wyjechali do swoich rodzin. Tego, który chciał być blisko, nie chcę widzieć. Nie chcę żeby się wpakował z buciorami w to co tak pieczołowicie tworzę.
A dziś może z Zielkiem na piwko skoczę :) A co.
Tylko tego wyjeżdżającego Antka mi żal. Nagle się dziadkowi pogorszyło, i musi jechać, chociaż planował pod koniec maja. I dupa z naszych pierwszomajowych planów eksploracji Krakowa. Ale dziadek to dziadek.
Mówiłam Wam jak lubię moją pracę? Lubię jeszcze bardziej :D
Robię za przedwodniczkę ostatnio. Lorraine jak na razie wraca na weekendy do Londynu, za to Antony zostaje :) I tak, w sobotę zwiedziliśmy połowę kościołów w Krk., Wawel, a potem byczyliśmy się nad Wisłą. Wczoraj byliśmy w wesołym miasteczku (FUN FAIR -->> Antek mnie uczy englisha :), znowu na Wawelu a potem zwiedzialiśmy uliczki już gdzie popadnie. Wiecie jak jest ładnie poza Rynkiem, Floriańską i Plantami???
Jutro przyjeżdża książe Karol do Krakowa i idę na proszony obiad. Z kurwa księciem Karolem. Bo kurwa ufundował nam centrum żydowskie.I kurwa nie wiem w co się mam ubrać. Ma przyjechać z tą swoją Kamilą, której, według słów Antony'ego, nikt w UK nie lubi... Ale jaja. Jakiś dobry duszek mnie musi wesprzeć z kiecką... I jak Antek powiedział - na cokolwiek, co ewentualnie zapyta prince Charles mam odpowiadać - exquisite...
6-7 czerwca mamy shellową wycieczkę w góry, integracja HRowców :)
No a co z parapetówą? Nikt się nie pisze?
Po pierwsze moje najczulsze zyczenia z okazji Pesach, Passover, Paschy, jak zwal tak zwal :D
Mieszkanko zostalo posprzatane porzadnie, poleczki i lodowka zaklejone i sprzedane koledze Zielowi... Umowa spisana. 5 zl dostalam za 3 polki i lodowe... :) W piatek rano w umywalce spalilam 10 makaronikow ktorych w czwartek w nocy szukalam z zapalniczka pod meblami :) -->> brak swieczki w moim nowym domu...
W sobote mielismy pierwszy seder w Mizrachi Schul, oj popilo sie, popilo. Amerykanscy Chasydzi przyjechali do Krakowa czym wzbudzili ogolne zainteresowanie krakowskich Zydowek :) Szczegolnie Marty, ktora juz sie zastanawia nad plusami i minusami zamazpojscia za Chasyda... Oj, ja bym sobie nie wyobrazala lba ogolic i chodzic zawsze zakryta po brode, no ale - milosc nie wybiera...
Przyjechal tez Leni z Nowego Yorku, ktoremu modlitwa - trzesawica weszla tak w skore, ze wyglada jakby cierpial na chorobe sieroca i caly czas sie kiwa. Caly czas. Boze, jak on sie zalatwia!!!???
Niestety J. nie bylo, Pesach swietowala rodzinnie, na razie jeszcze teoretycznie nie wolno uzywac telefonu, wiec nawet do niej nie pisze co i jak... Ech, sie mi teskni... ![]()
Wczoraj drugi wieczor sederowy, to taka kara za to, ze nie mieszkamy w Izraelu - tam maja tylko jeden :) Wiec powtorka z rozrywki - jedzenie charosetu, chrzanu, jajka no i niekonczacej sie macy. Blogoslawienstwa nad 4 kielichami wina na lewym boku i inne takie :) Chowanie afikomanu (to kawalek srodkowej macy schowany przed dziecmi, potem go szukaja a dorosli za cos tam maja go wykupic :) ).
Tak wyglada talerz Pesachowy:

Mielismy akurat dzieciaki na kolacji, poniewaz rabin przyjechal z dwoma synami - Urim i Noamem. Wiec bylo komu szukac :)
Poza tym, piwka mi nie wolno pic do konca tygodnia, wiec bedziemy sie z Saszka zaspokajac winkiem :) Co juz zaczelismy w sobote... Sasza mi prasowal sukienke, taki dobry z niego druh, a dzisiaj ma przyjsc wymienic zarowke... Zyc nie umierac z takim kumplem :)
3 tydzien pracy w Shellu sie rozpoczal. Wciaz szkolenie z Lerraine i Antonym. Jestesmy juz umowieni na wscieklego psa jakos w tym tyg. Poza tym z Antonym bedziemy eksplorowac Krakow w weekend, bo i on i ja jestesmy swiezymi mieszkancami Kroke. Lorraine niestety wylatuje na weekendy do Londynu, bo dziecie ma male. Ale do niej zas rodzinka przyjezdza na weekend majowy, i mam robic za przewodnika :) Takich fajnych trenerow mamy.
I uwaga uwaga - 10 maja po szabacie, wiec pewnie ok. 21 rozpoczynamy parapetowe u mnie. Wiekszosc to Zydzi - Olka, Julka, Dani, Przemek, Tehilah i inni. Bedzie tez rabin, co mnie najbardziej cieszy. (Dlatego tez polaczymy parapetowe z przybijaniem mezuzy do futryny :) Rabin mi poblogoslawi nowy domek i bedzie super). Anka z Piotrkiem przyjada. bez Saszki sie oczywiscie nie obejdzie. I jeszcze na pewno przyjdzie Antony, nie wiem czy Lorraine wtedy nie wyjedzie ale rowniez jest zaproszona. :) Trza jakies stolki skolowac. Sasza wpadl co prawda na pomysl - kazdy przychodzi z wlasna poduszka, ale nie wiem czy przejdzie :D Jesli ktos z Was chetny - ZAPRASZAM!!!
No i:
חג שמח
Chag Sameach!!!
Przepraszam Was, kochani, że tak długo nie pisałam, ale nie mam kompa w mieszkaniu, a w pracy jednak nie ma za dużo czasu na pisanki. Teraz mam przerwę na lunch i piszę :)
Fajnie jest. Pierwszy tydzień mieliśmy szkolenie "onboarding", poznawaliśmy się nawzajem, dostaliśmy swoje biureczka itd. Skumplowałam się z Saszką, który jest z Lwowa. Bardzo fajny chłopaczek, z tym, że jakiś taki homometroseksualny :) Sam o tym jeszcze nie wie, ale jestem pewna, że za niedługo będzie miał swój coming out :D Zawsze chciałam mieć kumpla geja... Dzisiaj właśnie idziemy z Saszą na zakupy :) Był u mnie w domku już kilka razy, popiliśmy delikatnie, pomógł mi antenę ustawić. Jeździmy tym samym pociągiem do i z pracy. W tym tygodniu będziemy u niego gotować barszcz ukraiński...
W ogóle dużo tu obcokrajowców. Jest Anuszka z Johanesburga, Olka z Odessy (!!!) dużo Portugalczyków, Holendrów i Anglików. Na korytarzu częściej się słyszy angielski niż polski.
Coś więcej pozytywnego o samym Shellu? Jak na razie, plusy zauważam na każdym kroku. Mamy zajebistą stołówkę, z zajebistymi obiadkami, za zajebiście śmieszne pieniążki, poniewaz firma dopłaca. Poza tym mamy na każdym piętrze kuchnię, gdzie stoją autoamty do kawy, mikrofalówki, lodówki, wszystko za darmo. Basen i aquapark w Krakowie mamy za darmo i bez limitów. Jeśli zbierzemy grupkę conajmniej 5-osobową i postanowimy gdzies pójść - kino, teatr, koncert, firma nam to sponsoruje... Właśnie z Saszką myślimy o zorganizowaniu jakiegoś pikniku, pogoda przecież taka piękna!
W mieszkanku jest miło. Na nudę nie narzekam. Cały weekend spędziłam z Żydami, w końcu udało mi się dopełnić szabatu do końca :) Wczoraj czysciliśmy i koszerowaliśmy synagogę, bo za tydzień Pesach - święto podczas którego nie może być w domu żandego Chamecu (wszystko co ma zakwas - chleb, kosmetyki, blabla). U siebie w domu zacznę sprzątać jutro, w czwartek chciałabym już zakończyć, pobłogosławić i rytualnie poszukać 10 okruszków chleba, po czym je spalić :)
Rabin tydzień temu wrócił z Izraela, przywiózł z soba dwóch swoich synów (z szóstki...) - Uri i Noan. Fajne dzieciaki, i oczywiście - fluent english... Nie mam pytań. Będę miała żydowskie dzieci :)
Z J. się nie widziałam już 2 tygodnie, córeczka jej zachorowała więc ma utorbienie w domu. Za to naprasza się na parapetówę, więc po Pesach organizuję wielką żydowską popijawę u mnie :) Ktoś chętny? - ZAPRASZAM!
No i cieszę się wszystkim i z wszystkiego. Wstaję sobie rano o 7.40, tramwaj mam pod domem, za 5 min jestem pod dworcem, pociągiem do pracy jadę 10 min a pracę mam tuż obok stacji. TUŻ - 50 m. Mieszkam na Kazimierzu, do synagogi na butach mam 10 min, wkoło same bary, kawiarenki, no i galeria Kazimierz 200 m od mojej chaty. W niedziele byłam w Ptaśku na pokazie filmu - "Szalom Bombaj", po którym toczyliśmy zażartą dyskusję Żydzi kontra zarząd racjonalista.pl (w głównej mierze zapaleni ateiści. Tak zapaleni, że osobną religię z tego ateizmu stworzyli). W czwartek byliśmy z chłopakami z pracy w Alchemii na prezentacji książki Pasewicza, nie pamiętam tytułu, w każdym bądź razie to pierwszy polski kryminał gejowski :) Z Pasewiczem rozmawiał Świetlicki - ten z Świetlików :)
I wszystko pięknie ładnie, tylko noce troche smutne. Samotne :( Ja i Pipa.
czwartek, 23 lutego 2012
Licznik odwiedzin: 2 493
Mam swoje marzenia i swoje obawy. Poczta: bumru@wp.pl Czekam na listy :D
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Bo ja wierzę w cuda i że wszystko się uda! Piszcie! bumru@wp.pl